Kawka z Logopedą. Moim gościem była @fuksjowa.neurologopeda @klinika.neurologopedii.mazur
Porozmawiałyśmy na temat Smoczka i o wędzidełku.
Dowiesz się
Czy podcinać wędzidełko? czy NIE ?!
Cześć, witam Was wszystkich. Moim dzisiejszym gościem z kawką logopedyczną jest Magdalena Mazur, neurologopetka, tak w całej okazałości, stacjonarnia pracuje na co dzień w Poznaniu, prawda?
Tak, tak.
Tak, i porozmawiamy sobie właśnie na temat smoczka, bo Ty jesteś po prostu top of the top jeśli chodzi temat smutkowy i inne aspekty noworodkowe.
Coś wiem.
Także możesz kilka słów opowiedzieć o sobie.
No dobrze, witam Was bardzo serdecznie. Jak to mówi moja córka, jesteś stara, ale tego jeszcze nie widać i tak trzeba za tym iść.
Niemniej, jestem neurologopedą, surodologopedą, specjalizuję się we wszystkich trudnościach w pobieraniu pokarmu drogą do usnu.
Pracuję z pacjentami, z ludźmi w każdym wieku. Jeżeli chodzi o noworodki, to jest specjalnie bardzo bliska mi grupa odbiorców tego, co robię.
Jestem też konsultantem medycznym, konsultuję projekty, które są przygotowywane dla dzieci, czyli właśnie smoczki, butelki i inne pomoce, które pozwalają dzieciom na wchodzenie na wyższe levele samodzielności.
Mówimy tutaj o jedzeniu, łyżeczki, kubeczki i tak dalej. Dlatego, że trzeba to wszystko badać, sprawdzać i wszystko, co się wypuszcza, że tak powiem na rynek, do sklepów, powinno być wcześniej skonsultowane właśnie ze specjalistami, żeby nie było różnych takich klopsów w przyszłości.
I dlatego pytam naszego specjalistę, to może zacznijmy od pytania, skoro mówisz o smoczku, jaki smoczek, butelkę najlepiej wybrać, a później przejdziemy od jakiego roku.
I to jest tak moi drodzy, że ja bardzo współczuję mamom, które muszą dokonywać w tych czasach tego wyboru. Na rynku i w sklepach mamy zalanie wszystkiego.
Reklama goni reklamę, na forum, grupach ma przywalają się różne hasła, różne firmy i tak dalej. I rzeczywiście niektóre z tych smoczków są ok, niektóre są bardzo nie ok.
Niemniej nie powiem, jakie firmy smoczek wybrać, bo to w ogóle nie o to chodzi. Jeżeli chodzi o smoczki, to może powiem, no dobra, kiedy to co innego, ale jaki smoczek.
Musi być kilka takich bardzo ważnych zasad, którymi kierujemy się jako rodzice przy wyborze smoczka. Po pierwsze musi być ultra lekki, on musi naprawdę być lekki.
Jak przychodzą rodzice do mnie do kliniki z różnymi smoczkami, mówią czy ten, czy ten, no to zawsze mówię, zamknij oczy, ja Ci położę jeden i drugi powiedz mi, który jest cięższy.
I to wtedy czuć. Tylko nikt na to nie wpadł. Wszystkie smoczki nie są ok. Dlaczego? Wiemy, że będzie obciążało to wały dziąsłowe dziecka, gdzie później będą rosły zęby, będzie na pewno wpływało na obniżenie napięcia mięśniowego, mięśni okrężnych ust.
No po prostu nie. Ciężkie smoczki też będą obciążały staw skroniowórzuchwowy, co może się potem przenieść na jakieś trudności w rozgryzaniu, gryzieniu, rzuciu i połykaniu, więc ciężkie smoczki nie.
I na przykład są smoczki całkowicie silikonowe albo kałczukowe i one są ciężkie. Dobrze jest dotykać smoczek, że jego końcóweczka jest silikonowa, a reszta to jest powiedzmy sobie roboczo plastik.
I ta cała końcówka, czyli ta tarczka smoczka, ja mam tutaj kilka smoczków, w ogóle nie chodzi o reklamę żadnego z nich, nie o to chodzi, ale zobaczcie, nie mam tych bardzo ciężkich smoczków, ale na przykład taki smoczek,
zobaczcie ile on tutaj ma otworków, dziureczek, które już zabierają ciężo. Po prostu trzeba wizualnie popatrzeć na ten smoczek, jak on wygląda.
Wizualnie fajnie, jeśli się wybiera smoczki, które są tutaj wycięte, albo jeśli nie są, to że nie dotykają nosa dziecka, nie obciążają tutaj tego miejsca, to druga sprawa.
Kolejna sprawa jest taka, że osobiście po prostu tylko nie polecam smoczków kałczukowych. One są bardzo modne. Ja wiem, że są modne, tak żeby Państwu za dużo nie powiedzieć, bo taka wiedza, którą dysponuję jest trochę większa niż mogę powiedzieć.
Natomiast smoczki kałczukowe, kałczuk ma to do tego, że on pracuje. Jeżeli dziecko ma kałczuk w buzi, czyli smoczek kałczukowy, to po pierwsze, kałczuk w połączeniu ze śliną dziecka będzie zmieniał swoją strukturę.
Kałczuk w połączeniu z tym, że to dziecko się ten smoczek, czyli wytwarza ciśnienie na smoczek, będzie się powiększał. I smoczki kałczukowe, jak dziecko z nich korzysta regularnie, one po prostu w buzi rosną.
Nie na tyle, że nasze oko to zaobserwuje, ale będzie to czuło podniebienie twardy i język dziecka. Po prostu to pęcznieje w buzi dziecka jak balon. Dlatego smoczki kałczukowe niekoniecznie.
Inna sprawa jest taka, proszę sobie pomyśleć, z czego one są wytwarzane, komu się wycina lasy i jaki gatunek nie ma potem gdzie mieszkać. To jest w ogóle inna historia, ale jeżeli komuś leży to na sercu, to też jest inna sytuacja.
A jeśli ktoś jest bardzo zafiksowany na kałczukowych smoczkach, to warto jest wymieniać nawet co dwa tygodnie, żeby nie zdążyło urosnąć. Może być ten sam rozmiar, ale po prostu go naprawdę bardzo często wymieniać.
Więc to zwracałabym na to uwagę. Dodatkowa rzecz jest taka, zwracałabym uwagę jak już dziecku ten smoczek podamy, na te wszystkie takie zatepki. Są tasiemki, są takie paseczki, ale są też korale drewniane.
Mogłoby nam się wydawać, że skoro dziecko jest malutkie i leży, i ma ten smoczek z tą na przykład ciężką drewnianą napisem Karolina, to tych drewienek jest dużo, no to że dziecku to nie obciąża w żaden sposób ani wałów dzięsłowych, ani nic, no bo ono leży.
Niemniej to tak nie działa. Żeby utrzymać taki smoczek w buzi, dziecko musi wykonać trochę inną pracę wszystkich mięśni, żeby go po pierwsze utrzymać, poza tym i tak siła grawitacji będzie ściągała ten smoczek w jedną stronę, na jedną linię dziąsał.
I wiem, że to jest modne, to jest śliczne, ale trzeba tutaj sobie pomyśleć, że dobre byłyby po prostu jak najlżejsze wstążeczki, paseczki i tak dalej, nie? To jest ważne. Ja mam taką trudność z wpuszczaniem kogoś innego w słowo jak już pójdę z tematem, więc możesz mi przerywać w każdej chwili, dobra?
To mamy powiedzmy, już wiemy jak powinien wyglądać, na co warto zwrócić uwagę i to jest jakby taki zalążek. Po więcej odsyłam po prostu do Magdaleny. Wejdźmy dalej.
W jakim wieku maksymalnie? Bo wiadomo, że od narodzin do którego wieku? Bo mówią, że trzy latki jeszcze mają, no dwój i pół, pięciu nawet smoczki, to się równa też butla, prawda? Na noc, nie? Pięciolatki czasami też mają, no bo zdarza się.
Natomiast zacznijmy od tego, od kiedy? Od kiedy czasami to jest nawet bardzo istotne, bo hipotetycznie mamy takie zalecenia, że bezpieczniej jest wprowadzić smoczek po szóstym tygodniu życia. Z założenia wtedy powinna się ustabilizować laktacja u mamy,
czyli kobieta, która karmi piersią, która chce karmić piersią, a chce wprowadzić smoczek. Fajnie, jeśli sobie po prostu poczeka do tego szóstego tygodnia życia dziecka. I jeśli da się poczekać na wprowadzenie tego smoczka, to warto jest poczekać.
Tak się po prostu mówi, tak też mówi literatura, żeby nie zaburzać laktacji tej mamy. Ale zdarzają się też takie sytuacje, że i rodzice z bezsilności potrzebują tego smoczka, bo dziecko płacze i nie da się utulić w żaden sposób, a na przykład włożenie paluszka do sceny pomaga, no to lepiej zamiast palca używać rzeczywiście smoczka.
Są też dzieci, które mają swoje trudności, to są dzieci wcześniacze, którym smoczki ułatwiają budowanie od ruchu ssania, więc tam można od razu odpowiedni malutki smoczek, leciutki, chociaż na jakiś czas włożyć do buźki, żeby ta buźka pracowała.
Więc tak naprawdę jeśli jest trudność i dziecka się nie da uspokoić niczym innym, te smoczki można po prostu od razu zastosować, jeżeli się dziecko na nich reguluje i wycisza. Niemniej wtedy, jeżeli to jest przed tym szóstym tygodniem życia dziecka i jeśli trzeba wprowadzić ten smoczek, to wprowadzamy do dzióbka, dziecko się uspokaja i od razu wyciągamy, tak jakby nie zostawiamy tego smoczka w buzi.
Albo jak dziecko płacze, płacze, to najpierw spróbujmy coś zmienić, jak to nic nie da, to dopiero smoczek na chwilę i wyciągamy. To jest bardzo ważne. I jeszcze powiem coś takiego, w ogóle o co chodzi z tymi smaczkami?
Dzieci mają dwa typy ssania. Pierwsze ssanie, które się kształtuje już w jedenastym tygodniu życia płodowego, czyli szybko. To jest to właśnie ssanie nieodżywcze, czyli sobie dziecko pracuje językiem się.
Nie po to, żeby się napić w płodowych mamy, tylko żeby po prostu ten odruch idzie, to jest sam odruch, bez niczego. A około 32 tygodnia życia płodowego, czyli naprawdę zdecydowanie później,
kształtuje się ten odruch ssania odżywczego, czyli taki, gdzie już jest takich ćwiczeń z połykaniem wód płodowych i ten odruch ssania odżywczego jest potrzebny po to, żeby dziecko po urodzeniu się najadło.
I jest tak, że jak dziecko urodzi się, zacznie ssać pierś mamy, to mama czuje, że to dziecko mogłoby ten jej pierś ssać całą dobę.
Wtedy po pierwsze warto jest z naszej perspektywy obejrzeć dziecko, czyli zobaczyć, co jest z napięciami mięśniowymi, co jest z wędzidłem. Jak tam wszystko jest ok, to znaczy, że dziecko ma potrzebę ssania nieodżywczego,
czyli oprócz tego, że się naje z piersi, musi się wyregulować, uspokoić na smoczku. I właśnie po to są smoczki. Smoczki tak naprawdę są bardzo dobre.
Jeżeli nic dziecko nie potrafi wyregulować, a smoczek wyreguluje, to jego samopoczucie i komfort mi są np. bardzo bliskie i dla mnie są bardzo ważne.
Nigdy nie będę demonizowała smoczka, czasami są wręcz bardzo potrzebne. Dajmy na to mamy dzieci, które muszą iść do lekarza, u których trzeba zrobić jakieś procedury medyczne, albo jakąś rehabilitację, czy w domu, czy gdzieś.
Czasami smoczek jest czymś, co je naprawdę wycisza. Ja polecam w takiej sytuacji smoczek, bo komfort pacjenta, ten psychiczny, emocjonalny jest najważniejszy. Resztę można nadbudować.
No i dobra, do kiedy smoczek? No i tak w naszym środowisku mówi się, by na pierwszy roczek pożegnać smoczek. I rzeczywiście dobrze by było o tym trąbić głośno. Dlaczego? Dlatego, że do pierwszego roku życia tak hipotetycznie jest właśnie potrzeba u dziecka tego ssania nieodżywczego.
Czyli jak dasz smoczek, nic się nie wydarzy, wyciszy się i będzie ok. I ono ma wewnętrznie, że tak powiem, taką swoją potrzebę. Natomiast po pierwszym roku życia, jeśli się dziecko prawidłowo rozwija, ono już nie potrzebuje uspokajacza w formie smotka.
Ono już, ciało dziecka, mózg, musi sobie znaleźć nowe mechanizmy, które go wyciszą. Czyli mózg się rozwija, wchodzi na wyższy level, nie będzie korzystał już z tych prymitywnych mechanizmów.
Jeżeli nie zabierzemy ok. pierwszego życia, roku życia dziecka po smoczka, to im później, tym naprawdę gorzej i ciężej, bo dziecko będzie uzależnione, przyzwyczajone, będzie miało taki, może nazywam to prymitywne, ale to tylko przychodzi mi do głowy, taki prymitywny odruch.
Nie będzie szukał niczego innego, więc hamujemy trochę jego rozwój. Jeżeli mamy znowuż dzieci, które potrzebują dodatkowego wsparcia, ja też pracuję z dziećmi w normie, ale też z dziećmi z dużymi trudnościami, to ten smoczek, jak mamy dziecko z PEGiem, z sądą, gdzie są jakieś operacje, pobyty w szpitalu, niech on będzie nawet do trzeciego roku życia.
W ogóle mi to nie przeszkadza jako specjaliści, jeśli dziecko ma się regulować i lepiej czuć, ta wada zgryzu, ewentualnie względna, która powstanie, czy delikatne seplenienie międzyzębowe, które powstanie, nie jest tak ważne jak to, że on do tego trzeciego roku życia po prostu się wyciszy w spokoju na tym oddziale szpitalnym.
To jest bardzo ważne, albo coś nieregulowanego, ale trzeba patrzeć, co się dzieje z dzieckiem, z rodziną, naprawdę. I teraz tak, zasady korzystania ze smotka też są ważne. Jeżeli wiemy, że dziecko tego smotka potrzebuje, dajmy mu ten smoczek, ale po pierwsze, zabierajmy go jak najszybciej, jak się wyciszy, nie zostawiajmy na tych zawieszkach, bo dziecko będzie cały czas miał dostęp do tego smotka.
Powajmy gdzieś ten smoczek na półce, poza zasięgiem wzroku dziecka, bo on jak go nie będzie widział, to nawet sobie może nie przypomnieć, że go potrzebuje. Jak wzrokowo wyhaczy, no to już będzie chciał ten smoczek. Inna sprawa to jest noc, czy w ogóle zasypianie. Często rodzice po prostu potrzebują tego smoczka, żeby się dziecko wyciszyło, ale jak zaśnie w tym łóżeczku, wyrób w sobie nawyk zabierania mu smoczka z łóżeczka, jak już zaśnie.
Bo nie daj Boże, ono się przyzwyczai do tego, że jak mu wyleci z buzi i w nocy się przebudzi i będzie sobie szukać, to bardzo ciężko będzie Ci ten smoczek potem wyprowadzić, że tak powiem, z tego łóżka dziecka.
I powiem jeszcze jedną rzecz, jak można się tego smoczka pozbyć. Właśnie najbliższą, no trauma to jest dużo słowa, ale najmniejsza trudność jest właśnie około pierwszego roku życia.
Czyli po pierwsze, rodzic musi być na to psychicznie i mentalnie gotowy, to po pierwsze.
Jeżeli musi być mama i tata na to zdecydowani, muszą mówić, słuchaj, idziemy jednym torem, a nie to, że jedno ma wątpliwości, drugie nie.
I najlepiej to na przykład zrobić w weekend. I po prostu, słuchajcie, wyrzucamy smoczek z domu, nie ma tego smoczka. Po pierwszym roku życia, jak dziecko się prawidłowo rozwija, ono go nie potrzebuje.
Wyrzucamy, nie mamy dostępu i psychologia mówi, że do dwóch tygodni dziecko może tęsknić, płakać, a przez chyba 17 już lat mojej pracy zawodowej,
najwięcej ile dziecko tęskniło za smoczkiem, to były dwie doby.
Da się przeżyć. A jeśli dziecko już jest troszeczkę starsze i rozumie sytuację, to najlepiej przeprowadzić z nim bardzo poważną dorosłą rozmowę.
Słuchaj, Hania, jesteś dużą dziewczynką, twój smoczek spakujemy w jakąś ładną torebkę, wyślemy do jakichś dzidzi,
a ty w zamian za to dostaniesz, nie wiem, jakąś fajną lalę, piękny kubeczek, no, coś zabieramy, coś dajemy, nie?
I znowu zasada jest taka, żeby się tego smoczka fizycznie pozbyć z domu. Dlaczego?
Bo jak się złamiesz w nocy i podasz w końcu ten smoczek, a dzieci są mądre, to potem możesz się bawić jeszcze dwa lata w wyrzucanie tego smoczka.
No i to jest na razie tyle, co chciałam powiedzieć do tego tematu.
Czy jest coś złego w nieodżywczym stanie piersi?
Nie, w ogóle ani dla dziecka, no, że tak, z perspektywy dziecka, cudownie, jeśli sobie będzie tą pierś ciąkał,
bo oprócz tego, że ma ciepłą brodatę słodkową w buzi, to jeszcze jest przy mamie, czuje jej zapach, bicie serca,
czuje jej temperaturę, jest przy mamie i tak dalej, więc to jest wszystko, co dziecko potrzebuje tak naprawdę.
Jeśli mama to lubi, jeśli mamie to pasuje, jeśli czuje się okej z tym, nie ma najmniejszego problemu.
Natomiast czasami jest tak, że dziecko po prostu ma taką potrzebę, a mama chciałaby iść pod prysznic,
chciałaby iść na chwilę do fryzjera, albo zrobić sobie pazurki, albo sama wyjść do Biedronki na zakupy,
to dobrze by było właśnie wtedy, jeśli jest bardzo duża potrzeba stanie nieodżywczego, właśnie prowadzić smoczek na tę chwilę.
Ale nic złego w tym wszystkim nie ma, chyba że brodawki zaczynają być zmacerowane,
chyba że właśnie coś się z tymi brodawkami dzieje, no to rozumiecie, będzie trzeba mieć umiar.
Czy długostosowany smoczek ma jakieś znaczenie na te wąskie podniebienie?
No, może mieć. I to jest tak, te wszystkie kałczukowe smoczki niewymieniane, one właśnie rozpierają kość bardzo powoli,
podstępnie, dlatego ona się, kość podniebienia twardego, czyli sufitu buzi, dlatego się wysklepia, to po pierwsze.
Po drugie, długostosowany smoczek, ewentualnie jeszcze ten ciężki, będzie zalegał na języku,
to po pierwsze, będzie powodował, że ten język nie będzie mógł być w takiej prawidłowej pozycji,
czyli będzie w pozycji niskiej, nieprawidłowej. W związku z tym, może być tak, że staw skroniobrzuchowy,
no to, że tutaj się zrobi luźno, tu się zrobi luźno i za chwilę będziemy mogli mieć dziecko z trudnościami miod funkcjonalnymi,
z trudnościami w jedzeniu pokarmu i z trudnościami w słyszeniu, bo jak będzie źle połykał,
nie będzie wentylował trąbki słuchowej i może dojść do słuchu przewodzeniowego,
który oznacza, że dziecko nie będzie słyszało prawidłowo, dzięki wysokiej częstotliwości mowy.
To są trzy szeregi na przykład, nie?
Czyli, ale dobra, jak najbardziej jeśli chodzi o zgryz, o język, o nieprawidłową pozycję spoczynkową języka, może mieć wpływ.
Ja Wam coś jeszcze pokażę, tak żebyście sobie coś zobaczyli.
To jest smoczek 03, a to jest plus 18.
To są te smoczki, ale byłoby moim marzeniem, gdyby producent już nie produkował tych plus 18.
Niemniej, te plus 18 przydaje się, bo gro moich pacjentów to są dzieci z rzadkimi chorobami genetycznymi i z różnymi trudnościami,
takie smoczki są ok, ale dla dzieci w normie, jak nie potrzebują wsparcia, po co im takie kluchy w buzi?
Nawet jeśli byłby to najfajniejszy smoczek na świecie, to jest niepotrzebne,
bo jak zatykamy dziecku buzię, to pozbawiamy go możliwości doświadczenia świata.
Dziecko najpierw uczy się przez pakowanie wszystkiego do dzioba, ale jak będzie miało smoczek, tego nie zrobi.
Jak pakuje coś do dzioba, dotyka usta, język, czyli już się ćwiczy, wtedy szybciej i łatwiej będzie mu ewentualnie przejść na rozszerzoną dietę,
lepiej będzie wymawiał, a poza tym jak jest smoczek w dziobie, to jaka będzie motywacja do gadania, do interakcji, jak będzie cały czas w buzi.
Mam to w przedszkolu i widzę rodziców, którzy wprowadzają czterolatki do grupy i rozmawiają z nim, a dziecko ma w smoczek buzi.
W przedszkolu panie zabierają, a rodzice jak tylko się otwiera drzwi w szatni, nauczyciel nie widzi smoczek i rozmowa przez ten smoczek.
No i teraz tak, ja zawsze z góry zakładam, że rodzic chce dobrze. Z góry zakładam, że żaden rodzic nie chce źle.
I teraz bardzo trudno jest nam w roli specjalisty, my naprawdę wiemy co za tym idzie, ja jak patrzę na takie sytuacje, to ja fizycznie mnie boli.
Gdyby rodzic mógł usłyszeć wcześniej, żeby np. na jakimś zebraniu, logopeda, nie personalnie do danego rodzica, tylko po prostu zrobił taki wykład, pokazał zdjęcia, coś opowiedział.
Myślę, że jeżeli tę świadomość rodzica byśmy rozszerzyli, to gdyby on wiedział, to mógłby podjąć świadomą decyzję, bo on robi to nieświadomie.
My jako specjaliści się na tych rodziców wkurzamy, a oni, bidni, nie wiedzą z czym to się je na przyszłość. Gdyby wiedzieli, to przecież tego nie robili.
A druga sprawa jest taka, jak już trafi do mnie do gabinetu rodzic w takiej sytuacji, że mamy duże dziecko, 2-letnie, 3-letnie ze smoczkiem,
no to jak już jest w mojej klinice, to ja sobie mogę mówić, co ja o tym sądzę. I zawsze się pytam.
Mówię, hej, hej, czy nie zauważyliście, że już nie macie dziedziusia w domu, tylko fajnego chłopaczka, który przecież jest duży na smoczek np., nie?
I tak sobie rozmawiamy, ja wiem, że fajnie było go mieć przy piersi, wiem, że jak był malutki, to było fajnie, wiem, że chcesz, żeby cały czas był taki malutki,
ale on nieuchronnie dąży do dorosłości, musi już mu pozwolić wywalić ten smoczek. Czasami tak to jest.
Zwłaszcza jak dziecko jest wyczekane, wychuchane, ciąża czasami mogła być trudna, no wiecie, są różne historie,
to potem mamy, tak bardzo chronią to dziecko i dbają, że czasami nie zauważają tego, że te dzieci już urosły trochę.
Ale wiecie, tak mentalnie i czasami jak to powie w sposób oczywiście pełen szacunku, czy specjalista, czyli właśnie np. logopedzi,
no to do tych rodziców inaczej to dociera i wtedy podejmują świadomą decyzję.
Nikt nie chce, żeby dziecku później leczyć wadę zgryzłu ortodonty, żeby to dziecko bolało, żeby to trwało wiele miesięcy i kosztowało kupę kasy.
Nikt tego nie chce, nikt nie chce wady wymowy, nikt nie chce niedosłuchu, tylko po prostu dobrze jest to w taki przystępny sposób rodzicowi wytłumaczyć.
I to już jest rola specjalistów, tak uważam. Jakieś pytania mieliście do mnie?
Tak, mam jeszcze jedno pytanie. Czy kiedy dziecko wszystko ma w normie i ma otwartą buzię i ma po drugim roku życia gdzieś tam jeszcze odruch ssania piersi
i czy to może spowodować niedomykanie buzi?
A co to znaczy odruch ssania piersi z piersi, czy że ssie z tej piersi w drugim roku życia?
Nie, nie używa już piersi, ale gdzieś tam czasami jak śpi, to buzia jakby się wypracowała.
Dobra, bo tam było dużo komponentów.
Kiedy jest w normie, powiedzmy tak.
Rozumiem, jest w normie.
Jest w normie i ma otwartą buzię.
To nie jest norma. Coś się tam zadziałało.
Ale opada mu ta buzia, nie?
No tak. Może to być trudność w oddychaniu torem nosowym, bo śluzówka jest powiększona, bo jest katar, bez alergii, bez trzecim igdał, bo jest refluks.
Co tam chcemy? Jeżeli będziemy mieli odciętą możliwość oddychania nosem, zawsze będziemy oddychać buzią.
I zawsze wtedy język, ciało, żeby nabrało powietrze buzią, musi zawsze język położyć na dół.
Nie ma innej możliwości.
Dlatego tutaj klaryngologicznie, no tutaj bym się przyjrzała w tej sytuacji.
Po drugie, być może fizjoterapeutycznie coś tam się dzieje, że postawa jest trochę inna,
nożki czy stopy i to wszystko tak idzie.
To też by się trzeba temu przyjrzeć.
Albo mamy teraz, ja się bardzo mocno zajmuję wędzidłami w buzi u dzieci.
I tak jak jeszcze 3-4 lata temu, tych typów wędzideł takich widocznych, tych jedynka, dwójka, ich było najwięcej.
A badam setki dzieci, jeżeli chodzi o wędzidła.
Teraz mamy więcej tych wędzideł jest tylnych, czyli tych czwórek, które naprawdę dla osoby, ja nie mówię, że mało doświadczone,
ale naprawdę czasami badając, myślimy, że jest norma.
A ten język, jak otworzysz buzię, jest elegancko.
Nie? Na przykład.
Ale gdybyśmy chcieli sprzekroić, zobaczyć to dziecko, kurczę, nie pokażę teraz.
To tak pokażę.
Nie jest tak, a jest tak.
Czyli tu jest do góry, ale tu jest w dół.
I tego jest teraz bardzo dużo takiej sytuacji, dlatego mamy te dzieci w normie, ale nie w normie.
Pytanie z życia wzięte, bo dużo, ja się tak spotykam, bo też właśnie pracuję z rodzicami
i wysyłam tych do sprawdzenia, jeśli chodzi o wędzidełko, bo ja twierdzę, że jest do podcięcia,
ale twierdzę, że trzylatki to jeszcze jest, trzeba poczekać do czterech, sześciu lat.
Noworodków to najlepiej nie podcinać, bo może pojawić się potem wzrost
i później może być konieczność po raz drugi czy trzeci.
I ja proponuję innych specjalistów, ale już później rodzic, wiesz, jak słyszy, że nie trzeba,
no bo to też jest do psychika i w ogóle, to odrażają i czekają, a później mówią, no faktycznie można by było.
I tak szybko. Kiedy należałoby podciąć i w jakim wieku? Takie bonusowe pytanie.
Od razu. To jest tak, że nie każde krótkie wędzidło na wizus jest do podcięcia.
Po pierwsze, krótkie wędzidło oceniamy po funkcjach. Jeśli są funkcje zaburzone w krótkie wędzidło,
to jeśli dziecko nie traci na wadze i nie ma wizji sądy donosowej,
to pracujemy chwilę na strukturze i wędzidła dnojem ustnej, czyli obrabiamy palpacyjnie to wszystko
i sprawdzamy, co się zmienia. Mamy też do tego kinezję, taping, elektrostymulację, różne takie rzeczy.
I grą wędzideł udaje się wyprowadzić tą całą terapię biofunkcjonalną z tymi komponentami innych terapii i jest wsio.
Są wędzidła, samo wędzidło, czyli tej błądki, nie da się rozciągnąć, bo to jest kolagen,
pierwsze to jest jak łańcuch, nie da rady. I czasami my popracujemy, funkcja jest dalej zaburzona,
trzeba ciąć. Im szybciej, tym lepiej. I teraz, dlaczego się robią wzrosty? Bo się nie masuje.
To jest błąd. Jeśli mamy krótkie wędzidło, najpierw popracujmy na przykład dwa tygodnie, trzy, będziemy widzieć, jak jest.
Jeżeli dalej to wędzidło jest krótkie, a nie przywróciliśmy funkcji, wysyłamy na…
Ale te masaże były te trzy tygodnie. Rodzic się przyzwyczaja do masażu, dziecko się przyzwyczaja do masażu,
wszystko jest przygotowane, tniemy wędzidło i to musi zrobić specjalista, który się naprawdę na tym zna
i pierwszy masaż jest siedem godzin po zabiegu, bo inaczej zaraz będzie się sklejać i musisz to masować co trzy godziny w dzień.
W nocy może być góra pięć, sześć godzin przerwy i tak się robi przez cztery do pięciu tygodni, koniec, kropka.
Jak się tego nie robi, to robią się blizny, wzrosty.
